ŚWIADECTWA

Świadectwo Moniki (po rekolekcjach "Jak podejmować właściwe decyzje")

Mając 17 lat na modlitwie wieczornej usłyszałam głos wewnętrzny: "Pójdź za mną". Te same słowa słyszałam jeszcze wiele razy w ciągu następnych modlitw. Przeraziłam się i za wszelką cenę starałam się zaprzeczyć, mówiąc Bogu "ja wcale tak nie myślę", ponieważ sądziłam, że oznaczają one wezwanie do życia zakonnego. Największy strach wywoływało we mnie nie ewentualne wstąpienie do zakonu, lecz fakt, że nie podołałabym obowiązkom jakie wiążą się z tym wyborem, nie wspominając o znikomej odporności na pokusy życia doczesnego.
Będąc w wieku "uprzywilejowanym" do dokonywania wyborów (19 lat) byłam zupełnie zdezorientowana. Z jednej strony "oswoiłam się" z myślą o zostaniu zakonnicą, a z drugiej było mi żal rozstawać się z "wolnością". Ostatecznie podjęłam decyzję o studiach z nadzieją, że wszystko rozstrzygnie się samo, tzn. może poznam kogoś, zakocham się "na amen", wyjdę za mąż i problem zostanie rozwiązany. Owszem, na trzecim roku studiów poznałam człowieka, który totalnie zawrócił mi w głowie. Byłam tak szczęśliwa i radosna, aż od ciągłego uśmiechania się bolała mnie buzia. Cała moja uwaga i myśli skupione były na tej osobie. Panu Bogu poświęcałam minimum czasu a nawet zrezygnowałam ze wspólnoty, do której należałam, gdyż uznałam, że nie jest mi potrzebna.
Zupełnie nieoczekiwanie skończył się cudowny czas, jakby ktoś przeciął wstążkę -ciach i koniec. Miejsce radości zajął smutek, miejsce szczęścia - totalna rozpacz . Po roku milczenia odważył się wyjaśnić nagłe odejście. W tym czasie próbowałam odnowić swoją relację z Bogiem, ale nie mogłam wybaczyć Mu, że zabrał mi "wszystko", przestałam modlić się. Mój kontakt z Nim ograniczał się jedynie do Mszy Św. w niedzielę - z obowiązku. Trwało to 3 lata. Stałam się bardzo nerwowa, wszystko mnie drażniło. Z pogodnej, optymistycznie nastawionej do życia istoty zmieniłam się w zrzędzącą, pesymistyczną jędzę. Było mi źle ze sobą. Odczuwałam straszliwą, męczącą pustkę, której żadnym sposobem nie mogłam zapełnić. Od koleżanki dowiedziałam się, że jest taki Ktoś od spraw beznadziejnych w kościele przy pl. Narutowicza. W obliczu zaistniałej sytuacji nie miałam nic do stracenia. Jestem przekonana, że dzięki św. Tadeuszowi Judzie znalazłam się we wspólnocie Woda Życia. Moje życie znów nabrało rumieńców, jestem spokojna i bardzo radosna. Czasami mam nawet wrażenie, że zbyt często się śmieję.
Dlaczego piszę to świadectwo? Bo właśnie wróciłam z rekolekcji "Jak dokonywać właściwych wyborów i jak rozeznawać wolę Bożą?" W czasie medytacji znów usłyszałam głos:

"Moniko zaufaj Mi, bardzo ciebie potrzebuję. Jestem Drogą twojego życia."

Czyż Pan Bóg nie jest cudowny? Tak długo czekał na mnie i tak bardzo pozwolił się zranić. I jest najwierniejszą Osobą, którą spotkałam w życiu.

Monika (24.01.2003)

P.S. Nie odczuwam powołania zakonnego, ale wiem, że mogę służyć Bogu w inny sposób. Wreszcie dotarło do mnie, że to On jest centralnym punktem mojego życia. Aha, i wydawało misie* . że to ja potrzebuję Boga, a nie odwrotnie. Chwała Panu!
* podkreślenie z wiadomych powodów, tylko dla uczestników rekolekcji
<< 11  12  13 >>
   wszystkie świadectwa