ŚWIADECTWA

Gosia: "Jezus nauczył mnie ufać i uświadomił, że to najpierw Bóg nas umiłował a dopiero potem my, doznawszy tej wspaniałej miłości, nie chcąc jej stracić, żyjemy według Jego przykazań"
(Świadectwo z rekolekcji „Bądźmy uczniami Chrystusa”
Kanie, 29.06 – 6.07. 2008)


Nazywam się Gosia. Rekolekcje „Bądźmy uczniami Chrystusa” były moimi pierwszymi rekolekcjami i jednocześnie najpiękniejszym tygodniem w moim życiu. Wspaniały czas, wspaniałe miejsce, wspaniali ludzie i co najważniejsze, wszechogarniająca miłość Boża. Jezus działał, dawał dużo, każdego dnia coraz więcej.
Sam fakt, że na te rekolekcje pojechałam był dowodem na Jego działanie. We wspólnocie jestem od stycznia 2007 roku. Przychodziłam do niej z założeniem, że „tak, chcę tu spotkać Boga, chcę Go wielbić i pogłębiać relację z Nim, ale na rekolekcje nie wyjeżdżam”. Postawa ta wynikała z mojego słabego zdrowia (mukowiscydoza, cukrzyca). I tak przez 1,5 roku chodziłam na wspólnotowe spotkania ale jednocześnie czułam w sobie jakąś pustkę. Coraz mniejsza ilość zajęć na ostatnim roku studiów, pisanie w żółwim tempie pracy magisterskiej, pierwsze poszukiwania zatrudnienia zgodnego z kierunkiem studiów, wszystko to powodowało, że coraz więcej zastanawiałam się nad swoim życiem, swoim powołaniem, przyszłością. Czułam się bardzo zagubiona. Wśród ludzi byłam pogodna i wesoła, ale gdy zostawałam sama ze sobą, odczuwałam smutek i nie widziałam sensu w tym co robię. We wspólnocie spotykałam ludzi, którzy potrafili się swobodnie modlić i całym sobą uwielbiać Boga. Też tak chciałam. Też chciałam zawierzyć Panu całą siebie, tak by On mnie prowadził. Pojawiło się pragnienie wyjazdu na rekolekcje. Na przeszkodzie stało jednak moje zdrowie – rzecz, na której mi zawsze najbardziej zależało, która determinowała prawie wszystkie sfery mojego życia, ale też rzecz, która prawie nie podlegała mojej kontroli. Podjęcie decyzji o wyjeździe było dla mnie naprawdę bardzo trudne. Byłam już zmęczona ciągłym rozmyślaniem: „jechać czy nie jechać?”. W czasie jednej ze wspólnotowych adoracji pomyślałam: „Jezu, ufam Ci i zawierzam sprawę tych rekolekcji”. I stało się! Pojechałam.
Pierwszy dzień rekolekcji – dzień przyjazdu, był dla mnie ciężki. Bałam się, że nie będę potrafiła otworzyć się na spotkanych ludzi, że moim kaszlem będę przyczyniać się do bezsennych nocy współlokatorek, że nie poradzę sobie z gorączką, która od roku nawiedzała mnie codziennie, że będę skupiać się na drobiazgach zapominając o Bogu. Podczas wieczornej Mszy Świętej postanowiłam jeszcze raz zawierzyć wszystko Jezusowi. Wiedziałam, że tylko to mogę zrobić. Prosiłam Go by to On działał, przezwyciężał wszystkie moje obawy i uzdalniał do dobrego przeżycia tego czasu. I Jezus naprawdę zaczął działać.
Działał stopniowo, każdego dnia coraz bardziej zmieniając mnie, moje myślenie i moją postawę. Pokazał mi, że Jego miłość jest bezwarunkowa i że to On pierwszy pochylił się nade mną, że czeka na mnie aż się na tą ogromną miłość otworzę. Wcześniej myślałam, że aby spotkać Boga muszę na to zasłużyć dobrymi uczynkami. Miałam wyrzuty sumienia, że jestem „zła” i że nie potrafię kochać Boga tak jak inni, co w rzeczywistości jeszcze bardziej mnie od Niego oddalało. Jezus nauczył mnie ufać i uświadomił, że to najpierw Bóg nas umiłował a dopiero potem my, doznawszy tej wspaniałej miłości, nie chcąc jej stracić, żyjemy według Jego przykazań. Jak to się konkretnie stało? Hm,... Jezus mówił do mnie w czasie konferencji o krzewie winnym, w czasie samotnych rozważań, w czasie modlitwy i adoracji. Mówił, to znaczy nakierowywał moje myśli. Przychodził też stawiając przede mną wspaniałych ludzi. Każdy z nas na rekolekcjach był inny, w inny sposób piękny. Rozmowy, te bardzo poważne i te mniej poważne, żarty, śpiew i śmiech, wspólna modlitwa – to były bezcenne chwile, ogromny dar od Pana. Jezus mówił też poprzez różne drobne wydarzenia, zbiegi okoliczności.
W czasie modlitwy o uzdrowienie bardzo wyraźnie poczułam obecność Boga. Do tej pory trudno jest mi znaleźć odpowiednie słowa na wyrażenie tego, co działo się we mnie gdy On przychodził. Namacalnie pokazał mi jak wielka jest Jego miłość. Czuję teraz w sercu ogromny pokój i radość. Nawet w sytuacjach, w których wcześniej się załamywałam, jestem spokojna. Stałam się bardziej pewna siebie i otwarta. Nie boję się być sobą. Mimo, że uzdrowienie moich dolegliwości fizycznych nigdy nie było dla mnie priorytetowe, Jezus zaopiekował się też i tą sferą mojego życia. Jest to dla mnie tym bardziej niesamowite, gdyż nigdy nie wierzyłam żeby z moim zdrowiem cokolwiek mogło zmienić się na lepsze. A jednak... Przestałam brać antybiotyk, który brałam przewlekle w celu obniżenia codziennej gorączki. Nie biorę i nie gorączkuję do dzisiaj. Mam też więcej siły i nie nawiedzają mnie duszności. Poprawie uległy parametry wydolności wątroby. Bóg naprawdę jest wszechmocny!
Kolejnym darem, jaki otrzymałam jest zmiana stosunku do modlitwy. Nie jest ona już dla mnie ciężkim obowiązkiem, jest moim wewnętrznym pragnieniem. I nie ma w tym żadnej mojej zasługi. Ja nic w tym kierunku nie zrobiłam. To przyszło do mnie z góry. To Duch Święty otworzył moje serce. Pozwolił mi wejść w prawdziwą, głęboką relację z Panem. Staram się czytać Pismo Święte, co było kiedyś dla mnie rzeczą nużącą, niewykonalną. Teraz znajduję na to czas, co też dzieje się mocą Ducha Świętego, nie moją. To jest naprawdę niesamowite. Jestem przepełniona ogromną radością Bożą. Moje życie bardzo się zmieniło. Wszystko jest teraz prostsze, a ja nie martwię się już o to co będzie. Pojawiło się we mnie pragnienie mówienia o Bogu, rozgłaszania całemu światu o Jego dziełach.
W czasie tych rekolekcji dostałam naprawdę bardzo dużo. Pan Bóg pokazał mi, że największym moim problemem był tak naprawdę brak wiary w Jego moc i miłosierdzie. Nie potrafiłam całkowicie mu zaufać, zawsze wszystko opierałam na sobie. Przekonałam się, że aby otworzyć się na Pana wystarczy zawierzyć życie Jezusowi i ufać. Ufać.
Chwała Panu!
GosiaW.

<< 119  120  1 >>
wszystkie świadectwa